Taki rozdział napisany na szybko, co wy na niego ? Dobry ? Trochę zbyt drastyczny i erotyczny ? Zgadnijcie kto wczoraj dostał kolejny szlaban za ucieczkę z domu ? Tag ja XD, no, ale takie życie i wgl zapomniałem telefonu z domu ... I musiałem się wrócić ;-;. Dobra nara
Do zobaczenia w kom-ach :*.
Rozdział 14
Czuję jego oddech na karku, boję się, a zarazem jestem przepełniona szczęściem że mogę być tak blisko mojego ukochanego Raila. Co się stało z nami dawnymi przyjaciółmi zaszczutymi przez kapitol ? Chyba mnie puszcza bo ostrze już nie dotyka mojej skóry. Odwracam głowę przede siebie, tam stoją już uzbrojeni Flo, Trawis i Crash.
-No proszę, proszę, co za dziwka do nas przyszła ! Czas upuścić trochę krwi !-krzyczy Florence.
-Nie, jeszcze nie teraz-mówi Crash.- Zaprowadzi nas do innych, albo zginie-mówi spokojnym ale i jadowitym tonem.-Jej wybór.
Nie muszę długo myśleć by dać im odpowiedź.
-Okey, zaprowadzę was do nich-mówię po czym ktoś wali mnie pałkę, a ja padam nieprzytomna na ziemię.
Budzę się znów pod rogiem obfitości ale jestem przywiązana do wielkiego pala z drewna, na czole rośnie mi chyba spory guz bo to miejsce boli mnie za cholerę. Przede mną rozciąga się goła brunatna ziemia zamknięta w kole kukurydzy, na samym środku jest róg obfitości, a z przodu wejścia do niego znajduje się obóz zawodowców składający się z czterech sporych namiotów, ja stoję w samym środku ich gniazda tam gdzie dawniej było pewnie ognisko. Wszyscy siedzą w jednym z namiotów, tym czerwonym największym. Jeszcze niewiedzą że już się ocknęłam, więc tylko podsłuchuje ich rozmowę.
-Gdy tylko znajdziemy drużynie Lamusów załatwimy wszystkich i wtedy zajmiemy się tym słoneczkiem-mówi Crash.
-Ok czyli tak jak uzgodniliśmy ? Bez zmian-mówi Travis.
-Tak ale ja się nią zajmę ! Proszę !-błaga Florence.
-Dlaczego chcecie ją zabić-mówi zbyt głośno Rail podkreślając każde słowo.
-A co ty taki wielki obrońca tej szmaty !-krzyczy Flo po czym Rail z łoskotem zapina drzwiczki od namiotu skutecznie uciszając rozmowę.
Słońce powoli zachodzi tu na arenie, ale setki kilometrów stąd osoby z mojego dawnego życia przed igrzyskami denerwują się marząc o moim zwycięstwie, ale jedyne co mogę teraz zrobić to zapomnieć o nich.
Ale teraz pierwszy aż od rozpoczęcia turnieju myślę o mojej najlepszej przyjaciółce Keri. Ani razu o niej nie wspomniałam, nic jakby nie istniała, a to przecież ona chyba najtrudniej to znosi bo pewne jest że przynajmniej jeden z dwójki jej przyjaciół zginie. Biedna, śliczna, cicha, spokojna, uczuciowa i uczciwa dziewczyna jest kolejną ofiarą kapitolu, teraz kolejny raz płaczę. Mija godzina, dwie i wreszcie wszyscy wychodzą a ja udaję że jestem nieprzytomna z marnym skutkiem.
-I tak wiemy że już się obudziłaś topornico-mówi niby żartobliwie, ale to wyzwisko wkurza mnie.- Jutro rano idziemy wytropić twoich sojuszników więc szykuj się, i żeby nie było złudzeń jak tylko spróbujesz uciec, jeśli choćby twój włos spadnie gdzieś poza obóz zdechniesz, a Flo już oto zadba-kończy beznamiętnie Crash.
-Czyli odwiążecie mnie ?-pytam.
-Nic takiego nie powiedziałem, ale jesteś sprytna i wiem że napewno spróbujesz uciec topornico !- krzyczy przyprawiając mnie o śmiech.
-Teraz idziemy zapolować, jak spróbujesz zwiać spalę cię osobiście na tym stosie lub utopie w tych teraz już zalanych przez ciebie tunelach, topornico-mówi kolejny raz do zanudza grożąc mi po czym on, Flo i Rail znikają w kukurydzy. Zostaję sama z Travisem.
Nic o nim nie wiem, oprócz tego że jest bratem rudej szmaty. Podchodzi do nie, ciekawe czego chce.
-Topornica, dobre ? Wszyscy z dwójki uwielbiają wyzywać innych, nadawać im przezwiska. Mnie nazwał Ciota, oryginalnie co ?-pyta żartobliwie.
-Dlaczego ze mną gadasz ?-pytam najodważniej jak potrafię.
-Dlatego że moja siostra cię nienawidzi, a ty mnie pociągasz-zbliża się na tyle blisko że mogę poczuć jego oddech, ale zamiast tego dostrzegam błysk noża w lewej kieszeni, nic z tego mam związane ręce a ten psychol chce mnie zgwałcić. Teraz zaczynam się bać, bo klepie mnie po tyłku.
-Myślałam że mnie nie lubisz ?-staram się mówić spokojnie i beznamiętnie.
-No wiesz przeciwieństwa się przyciągają, ty możesz teraz mieć ostatnią szansę na stracenie dziewictwa, to jak będzie słodziutka-kończy uwodzicielsko przesuwając język przez zęby.
-Dobra ale wiesz muszę mieć wolne ręce-szepczę mu cicho do ucha.
-Rozumiem ale nie mogę cię tak puścić. Zrobimy tak, nogi nadal będą przywiązane do pala ale ręce do mnie, taki zaplanowany sex jest lepszy od spontanicznego. Jesteś taka pomysłowa-robi mi się niedobrze, ale muszę udawać dalej.
Odwiązuje mnie, a następnie przywiązuje do swoich pleców. ściąga mi i sobie bluzkę. Próbuje sięgnąć po nożyk w jego spodniach, ale nie udaje mi się bo ku mojej zgrozie ściąga je. Następnie wyrzuca mój stanik i mnie także rozbiera. Jesteśmy całkowicie goli, on napalony, a ja całkowicie pewna że zrobiłam z siebie największą kretynkę igrzyska a przy tym zdradziłam Raila. Dwie pieczenie na jednym ogniu. Travis zaczyna mnie całować, a następnie rozpoczyna kopulację gdy nagle stwierdza zdziwiony.
-Hej kłamczucho-mówi do mnie.- Ty nie jesteś dziewicą ! Okłamałaś mnie ! Ale to nie zmienia faktu że chcę cię przelecieć.
Jak mogłabym być skoro dwa lata temu już to robiłam ? To by mój pierwszy chłopak i chyba ostatni, nazywał się Urial. Był wielkim siedemnastoletnim brunetem, który rok po tym jak się poznaliśmy zgłosił się na igrzyska i umarł dotrwawszy do finałowej ósemki, nie wiem czy napewno go kochałam. Mało osób o tym wie, ale ja na szczęście zdołałam o nim zapomnieć. Do rzeczywistości przywraca mnie uczycie smutku i wzrok Travisa który zaczął dyszeć, pocić się. Mi także robi się gorąco, muszę go zabić.
-Mocniej !-krzyczę udając przyjemność.
-Ostra laska z ciebie co ?-pyta retorycznie.
Na szczęście ten ćwok nie potrafił dobrze zawiązać więzów więc mam szanse wyjść z tej żenującej sytuacji cało i resztkami honoru.
-Zamknij oczy-proszę go, widzę że to wszystko przyprawia go o nieziemski orgazm, jednak nie chciałabym być na jego miejscu gdy go zabiję.
Teraz albo nigdy ! Krzyczę w myślach. szybko przykładam ręce do jego twarzy wciskając kciuki w oczy i przy okazji waląc mu w mordę pięścią. Zalał się krwią, jest zbyt osłabiony i oszołomiony by się bronić. Ja na szczęście szybko odwiązuje sznury z nóg i biegnę po siekierę by z nim skończyć. Odwracam się i widzę że chodzi na oślep waląc pięściami i dławiąc się własną krwią, jego członek cały czas stoi pionowo więc nie mogę się powstrzymać muszę mu go uciąć. Najpierw rzucam go na zieloną trawę po czym obezwładniam go i odcinam genitalia, dookoła bryzga krew, chyba polubiłam zabijanie, to takie proste odebrać komuś życie i mieć go na zawsze z głowy. Upiorne ryki są dla mnie tak przyjemne, ale dopiero po chwili przypominam sobie o reszcie i o tym że te dźwięki mogą być dla mnie zabójcze. Bez wahania tnę go na kawałki, słyszę huk armaty, teraz to dopiero sobie sama dojebałam. Kolejna ofiara do kolekcji, mam już dwójkę Merylin i Travisa, ciekawe kto będzie następny.
Słyszę nawoływania zawodowców z daleka, później będę się zastanawiała nad tym kogo i dlaczego zabiłam teraz po prostu pierwszy raz czerpię przyjemność z czyjejś śmierci. Nie ! Czym ja się stałam ? Parzę powoli na swoje zakrwawione ręce. Znów zapomniałam że jestem człowiekiem i przekroczyłam granice ! Czy to normalnie że zabijam ? Pewnie tak skoro robi to tyle dzieci rocznie. Jestem tylko małym, słabym potworem w rękach potężnych i wszechmogących bogów, którzy zesłali mnie tu na arenę. Tak bo to oni nami żądzą. Każdy skrawek tej zaplutej ziemi w Panem należy do nich, ale hen hen hen daleko tam gdzie słońce śpi jest ziemia dziewicza której mogę zostać królową, raczej mogłam bo już niedługo czeka mnie nieuniknione. Próbuje się przyzwyczaić do tego że mogę w każdej chwili zostać zabita, te przemyślenia kończą się na Railu, który jednak bronił mnie w oczach zawodowców.
Pakuje pośpiesznie przypadkowe przedmioty z ich obozowiska do dwóch obszernych plecaków po czym uciekam bo słyszę coraz bliższe kroki, wiem że finał zbliża się wielkimi krokami, a wraz z nim mój koniec.
Wstaje dziesiąty dzień, a ja znów uciekam w te głupie kukurydze, ale coś jest z nimi nie tak, są jakieś mniej zielone niż przed cały turniej. Chyba organizatorom śpieszy się by zakończyć igrzyska, to nie oznacza nic dobrego. Zaczynam biec, szybciej i szybciej aż w końcu wpadam z łoskotem do wody, to chyba jezioro. Nagle czuję że coś mnie gryzie w stopę, lecz ból szybko mija.
Blady brzask szybko zmienia się w palące słońce, tylko raz w tym miejscu widziałam deszcz, jednakże wtedy byłam pod ziemią. Siedzę w ten wodzę nieruchomo, trafiłam znów w to samo miejsce choć może z innej strony. To te same jezioro, które odkryliśmy z Laną, ale nie sądziłam że jest tak ogromnie długi i prowadzi do okolic rogu obfitości. Ta arena zaskakuje w każdym jej calu, gdy myślisz że już dotarłeś tak daleko a nagle trafiasz do dawnego obozowiska, właśnie w takiej teraz jestem sytuacji. Szybko wstaje nowy dzień bo już pięć minut później rozżarzone słońce praży moją skórę, na szczęście ubrałam się w nowe ciuchy znalezione pod rogiem obfitości.
Teraz rozglądam się dokładnie ale nie widzę końca jeziora, może to jakaś sztuczka ? Kot to tam wie. Boje się, znów się boje, to moja ulubiona czynność na arenie i jedyna rozrywka poza zabijaniem i pieprzeniem. Jestem taka głupia, jeszcze chwilę temu cieszyłam się z zabójstwa ! Kręci mi się w głowie, tyle sprzecznych uczyć, definicji i idei nagle przerwa się przez moją głowę, rozchwiana i zarazem zwariowana, niezdecydowana, niepewna taka właśnie jestem. Nagle wszystko traci kontury, wiruje i zmienia kolory jak w kalejdoskopie. Różowa woda, czarna ziemia, zielone niebo wszystko to miesza się w wielką kolorową tęcze i dodatkowo pojawiają się żółte bąbelki i czerwone ziemniaki, które latają zewsząd przenikając mnie jak powietrze, choć to może one są powietrzem ? Wymiotuje i kolejny raz tracę przytomność.