A więc tag, z tego rozdziału jak i całego bardzo dumny, ale to miejsce by tak świetnie nie funkcjonowało gdyby nie wy kochani czytelnicy dzięki którym mam już prawię 3500 wyświetleń ! Jeszcze zostałem kolejny raz nominowany do Liebster Awards !!! bardzo się ciesze że uważacie że dobrze idzie pisanie mi romantycznych scen. Jest jeszcze jedna sprawa, która cały czas nie daje mi spokoju, a chodzi dokładniej mi o to czy nie za wulgarnie ujmuje te igrzyska ? Bo chciałem żeby było bardzo realistycznie a każdemu zdarzy się coš takiego powiedzieć, a w szczegółu w takich sytuacjach. Na innych blogach nie spotkałem się jeszcze z tego typu wolnymi myślami dlatego się was pytam.
Rozdział 11
Kolejna eksplozja wstrząsa piwnicą. Zdezorientowana istota popycha mnie i Lane na ścianę pewnie mając nadzieję że stracimy przytomność i później nas zamorduje. Nic z tego frajerze, tym razem tak łatwo nie dam się złapać.
Ludzki zmiech wychodzi, a my czekamy jeszcze chwilę i uciekamy szybko z piekielnej piwnicy. Gdy już jesteśmy na zewnątrz jest totalnie inaczej niż kiedy wchodziliśmy, dookoła wszystko wali się w płomieniach. Odcienie czerwieni, żółci pomieszane z nutką lekkiego oranżu latają wokół nas, płonie cały budynek mieszkalny i zbiornik z nieznaną substancją która może wybuchnąć w każdej chwili. Teraz nie liczy się dla mnie nic poza znalezieniem Tela i Marylin.
-Tel, Merlin, gdzie jesteście ?-krzyczę jak głupia.
-Zamknij się-ucisza mnie Lana.-Musimy wejść do środka, zostawiliśmy tam dwa plecaki. Nie przeżyjemy tylko z jednym-oznajmia.
-Co ? To szaleństwo ! Możemy zginąć-mówię.
-Choć zostawiłam rzeczy w holu, a bestia widocznie boi się ognia. Patrz jak spieprza-mówi a ja obserwuje jak ucieka ten stwór.
Strach i żar, buchają wszędzie. Odważyliśmy się tam wejść, Lana wyważyła jednym kopniakiem drzwi i zobaczyliśmy istne piekło.
Zatęchłe mieszkanie jest teraz ożywionym wulkanem. podążamy dalej i to był błąd bo gdy już jesteśmy w okolicy dawnego holu drzwi frontowe zawalają się i tworzą ogromny stos płomieni. Jesteśmy w ognistej pułapce, znów sytuacja bez wyjścia ale moja sojuszniczka okazuje się niezastąpiona bo mówi żebyśmy weszły na dach gdzie niema jeszcze płomieni. Skaczemy pomiędzy jęzorami ognia, mam poparzone kostki i zaczyna palić mi się ubranie więc skrócam je do szortów i bluzki na ramiączkach przez co ognień trawi resztki mojego długiego stroju na podłodze. Mam nadzieję że schody jeszcze są a nie spłonęły.
Na szczęście jeszcze stoją a na piętrze jest gorzej piętro niżej bo utrzymuje się tu dławiący dym który ogranicza nam widzenie i powoduje uporczywy kaszel. Na pierwszym piętrze znajduje się obskurna łazienka oraz dwie sypialnie ale nigdzie niema drabiny. Spoglądam na lane i widzę u mniej o jeden plecak więcej, to dobry znak. Podchodzimy do jednej z sypialni i znów lana bierze dowodzeni, ja jestem zbyt zdezorientowana by coś wymyśleć. Czuję się jak w dziwnym otępiającym śnie z którego zaraz się obudzę w siódmym dystrykcie. Ale szybko powracam do rzeczywistości bo przez dym przestaję oddychać a moja sojuszniczka wybija okno i wyciąga mnie na parapet.
Znów oddycham, wszystko dzieje się tak szybko że słabo widzę sytuację. Lana bierze mnie na plecy i wspina się po winorośli na dach, dopiero na dachu dochodzę do siebie.
Czerwone dachówki świecą od blasku księżyca i płomieni z niższych poziomów.
-I co teraz szefowo-pytam zadyszana
-Skoczmy na ten baniak !-krzyczy.-tam pewnie jest woda.
-Albo paliwo i wybuchniemy !-oznajmiam ponuro.
-raz się żyje-piszczy z klasycznym uśmieszkiem.
-Jesteś skończoną wariatką wiesz ?-mówię pytająco.
-Wiem to aż za dobrze-odpowiada z nieznikającym na jej buzi uśmiechem nawet w tak poważnej sytuacji
Idziemy na sam przeciwny koniec dachu i biegniemy rozpędzone. Gdy tak lecimy przypomina mi się mój skok w ośrodku szkoleniowym, ot było równie głupie i teraz jest tak samo nierealnie idiotyczne ale nie mamy wyjścia. Nagle uderzamy o tafle wody a ja czuję przyjemne uczucie zaspokojonego pragnienia i unoszenia w substancji. szybko każda z nas wyciąga butelki z plecaków i wszystko czym można napełnić wodę . Nie mija nawet minuta kiedy wieża z wodą zaczyna się chybotać i powoli spada, a my szykujemy się na uderzenie. prawie go nie poczuliśmy i zaczęliśmy zachłannie spijać ostatnie krople po czym ruszyliśmy w stronę pola kukurydzy. Zanim zniknęliśmy w roślinności spojrzałam się przez ramię obserwując płonący dom potwora i być może grób Marylin i Tela. Nie to niemożliwe oni żyją, o właśnie biegną po drugiej stronie ale nagle słyszymy ogłuszający ryk istoty, może uciekli.
My także postanowiliśmy biec pod zasłoną nocy jak najdalej od tego miejsca. Uciekamy ale lana cały czas jest przede mną, co jakiś czas kaszlę wypuszczając trujący dym, a rośliny są bardzo trudne do przedarcia więc sojuszniczka kosi je moją kosą.
Jesteśmy już chyba z półtora kilometra kiedy robimy sobie przerwę na małej polanie z ogromnym drzewem o którym wspominali wcześniej inni. Teraz przyszedł czas by sprawdzić co mamy w torbach. Po wysypaniu zawartości i ułożeniu broni stwierdzam że mamy jeden namiot, dwa śpiwory, dwie papryki, dużo marchewek, pięć butelek z wodą, jedną fiolkę z jodyną, siekierę, piłę, sieć, kose, ser, trzy bułki i coś pożyteczniejszego od reszty czyli zapałki i noktowizor.
-Nie jest tak źle-mówi.
-Jak myślisz uciekli-pytam.
-Na pewno, Tel i Marylin są bardzo sprytni, lepiej się prześpij niedługo wstanie słońce wezmę pierwszą wachtę-Oznajmia sojuszniczka.
- Dobrze, obóz mnie za dwie godziny-zgadzam się, bo jestem zbyt zmęczona by odmówić.
-Ok-mówi.
Wchodzę do namiotu i przykrywam się śpiworem. Zasypiam szybko, jestem zbyt zmęczona na przemyślenia. Czuję tylko pustkę i świat znika pod moimi powiekami.
Budzi mnie słońce przedzierające się przez płótna mojego schronienia. Otwieram oczy i blask chwilowo mnie oślepia, ale szybko przyzwyczajam się do otoczenia. Na małej polance przypominającej okrąg o średnicy piętnastu metrów wyłaniam się ja z namiotu. Lana nie wiadomo skąd siedzi na kawałku małego pieńka łuskając ryby.
-O hej, już wstałaś ?Wczoraj przemyślałam wszystko i stwierdziłam że wolę żeby finał nie odbył się między nami więc- Machinalnie chwytam za siekierę, ale wiem że nie zdołam jej zabić za bardzo ją polubiłam. -Spokojnie, daj mi dokończyć, chcę powiedzieć że gdy zostanie trzech-czterech trybutów podzielimy się wszystkim i rozdzielimy. Chyba nie myślałaś że po tym wszystkim zabiłabym cię ! Przecież mogłam to zrobić kiedy spałaś kwiatuszku-fakt.
-Masz rację, jeśli zginę liczę że wygrasz ty lub Tel, nie było wystrzału co oznacza że jeszcze żyje-próbuje sobie wmówić że jest cały i zdrowy.-Skąd masz ryby ? Nie są zatrute ?
-Po tym jak zasnęłaś ustanowiłam tu parę pułapek i zaszalałam rozglądając się po okolicy. Dasz wiarę że dwa metry od nas znajduje się jezioro ? patrz wycięłam ścieżkę-Mówi.
Nawet nie zauważyłam tak dużej dziury w roślinności, a na wiadomość o zwierzętach kamień spadł mi z serca. Mam do niej dużo pytań, co się działo kiedy spałam.
-Właściwie nic, no tylko jakaś dziewczyna darła się strasznie, gdzieś dwie godziny temu, chcesz marchewkę ?-proponuje mi.
-Dzięki, czyli puki co organizatorzy dali nam spokój-mówię.
-Nawet więcej dali nam prezencik.-wyciąga wędkę-W rogu namiotu jest jedzenie a lekko zakopane pod nim są bronie i sieć. Twojej siekiery nie ruszałam.
-Tu jesteśmy bezpieczni i musimy mieć nadzieję że reszta sama się znajdzie. Idę obejrzeć okolicę.
Podążam w stronę obszernie wyciętych roślin po czym moje bose stopy dotykają nagrzanego piasku. Plaża ciągnie się w okół sporego jak na igrzyska słodkowodnego jeziora, na samym początku nie jest zbyt głębokie ale dalej wgłąb idąc woda staje się czarniejsze znikając w głębinach, wiatr wieje tu przyjemnym chłodem. To miejsce wydaje się rajem. Przez resztę dnia czuje się dziwnie lekka z powodu braku osób które kocham, tak mogłabym żyć zawsze. Tylko ja i Lana, ochraniają siebie nawzajem, ale której przyjdzie przypłacić za to szczęście życiem nie wiem.
Jest już koło osiemnastej kiedy sprawdzam pułapki, wpadł w mnie tylko duży wąż którego szybko zabijam. Wracam z gadem a lana patroszy go.
Ten dzień mija spokojnie ale wciąż myślę o moich sojusznikach. W nocy nie pojawia się żadna twarz, co oznacza że widownia jest spragniona krwi. Znów budzę się i cały dzień mija na poznawaniu siebie lepiej oraz na nauce pływania. Gdy kolejny raz zapada zmrok rozpalamy ognisko niewidoczne w nocy a Lana wyciąga jakąś ukrytą przede mną butelkę i mówi że czekała na odpowiedni moment, to alkohol. Nigdy tego nie piłam ale gdy trunek wlewa się do mojego organizmu, czuję miły ostrawy i rozpalający mnie od środka ciepłem. Ta noc staje się nocą wyznań, szczerości i nieograniczonego zaufania.
Dowiaduje się że Lana ma trójkę rodzeństwa z czego jej najstarsza siostra jest zwyciężczynią, który triumfował pięć lat temu, dobrze pamiętam tamten czas bo nasza rodzina cierpiała po zmarłej matce a igrzyska wówczas były bardzo krwawe. Siostra Lany nazywa się Enobatia i w sławny sposób zabiła trybutka przegryzając mu tętnice szyjną. Rozmowa toczy się dalej.
-A tam, w dwójce masz kogoś ?-pytam skrycie.
-Nie-uśmiecha się uroczo.- Ale może jak wrócę, coś się zmieni. Wiesz mam tam dużo przyjaciół, ale wszyscy są tacy, tacy dziwni, aroganccy i zakłamani. Nie przeczę że ja też jestem podobna do nich ale w końcu się tam wychowałam. Za to ty jesteś inna, od kiedy zobaczyłam cię na dożynkach wiedziałam że będziemy w sojuszu. Po prostu, czułam to, to tak jakbyśmy kiedyś już się spotkały, jakbyśmy znały się od lat. Ja wiem to jest głupie, upiłam się i tyle.
-Jesteśmy ułomne-podsumowuje,- upiłyśmy się na arenie pełnej niebezpieczeństwa. Gdyby coś nas teraz nas zaatakowało byłybyśmy martwe. Jesteśmy pierdolnięte-podsumowuje po czym wybuchamy śmiechem
Ta chwilka lekkości jest cudowna. Oderwane od świata opowiadamy sobie najskrytsze tajemnice nie zważając na kamery które pewnie się tu znajdują.
-A Rail ? Kochasz go jeszcze ?-pyta po pewnym czasie.
-Sama nie wiem, to jest tak jakbyś miała wybrać którą połowę serca miała byś mieć. Rail jest tą twardą, silną, ochraniającą i niebezpieczną częścią, a Tel jest czułą, dbającą o mnie, romantyczną stroną. Jestem emocjonalnym wrakiem-żale się i wybucham płaczem.
-Nie martw się, miłość to straszne bagno-mówi pocieszając mnie swoim słodkim głosem.-Pieprzyć miłość ! Mamy siebie, przyjaźń. Faceci to skończeni idioci-podsumowuje i obie turlamy się po ziemi beztrosko
-Za przyjaźń i facetów idiotów którzy niszczą nam życie-mówi Lana popijając dalej trunek.
-Za !-krzyczę biorąc butelkę od przyjaciółki
Pierwszy raz wżyciu i już chyba ostatni tak się upiłam. Butelka została opróżniona ale chwile później przylatuje druga, ku naszej uciesze. Organizatorzy pozwoli dalej prowadzić naszą libacje
-Tyle razem przeszłyśmy, a jedna z nas będzie musiała zginąć. Nienawidzę Kapitolu, szkoda że nie mieszkasz w dwójce. Tam wszystko jest proste, dzień zaczyna i kończy się treningiem. Monotonia życie.
Długą cisze przerywam ja.
-Jutro musimy być gotowe na niespodzianki. Dawno nikt nie zginą, a jest nas jedenaścioro. A teraz może się prześpijmy-proponuje.
-Jestem za, oby nikt nas nie zaatakował bo wtedy nawet ja nie pomogę-mówi zbyt głośno po czym wchodzimy do namiotu.
Nagle niebo rozświetla się i pojawia się godło i hymn Panem ale nie pojawiają się już dziś żadne twarze. Niby wszystko jest jakbyśmy zwyczajnie poszły spać, ale coś mi tu nie gra. Słysze szelest parę metrów od namiotu, Lana mocno ściska piłę w swoich dłoniach. Czuję narastający stres, pocą mi się dłonie i bezszelestnie łapie za rękojeść siekiery. Słyszę kroki, może to zmiech ?ale nie ! Próbuje cicho i niezauważenie iść i nas zabić. Jesteśmy zbyt napite żeby się bronić, sponsorzy upili nas specjalnie by podgrzać atmosferę ! Gnoje ! Patrzę na lane, ma szeroko otwarte oczy szykując się na atak. Czuję coraz bardziej parcie na mój pęcherz, dlaczego w takich momentach chce mi się. Nagle me żale przerywa głośny krzyk lany i hałas odpalania piły.
Księżyc, oświetla rzeź na zewnątrz. Jak to możliwe że tak szybko zerwałyśmy się ze szczęśliwego pijackiego otępienia, a teraz jesteśmy zdrowo myślącymi, zimnokrwistymi morderczyniami. Lana zniszczyła pół namiotu skacząc na napastniczkę która chyba chciała tylko nas okraść. Tnie ją na kawałki, szkarłatna krew bryzga na moją twarz. Dołączam do lany osłaniając ją przed możliwymi atakami, a ona zaczyna przesłuchiwać ofiarę pozbawioną ucha, ręki i być może nosa. Krzyczy okropnie, a z ran sączy się krew.
-Jest tu ktoś jeszcze hę ?Odpowiadaj suko !-krzyczy Lana, napewno jeśli był inny trybut w okolicy już wie gdzie jesteśmy.
-Aaaaa ! Pomocy.-krzyczy.
-Na nic się nam nie przyda, to będzie szybka śmierć-mówi lana.-Może chcesz ?-pyta.
-Nie dzięki -odpowiadam na mroczną zachętę.-Nie przeszkadzaj sobie.
-Ok-mówi.
Znów słychać wycie dziewczyny po czym lana odpala piłę i przecina jej szyję. Huk armaty oznacza koniec jej życia, a mi trzęsą się ręce. Kiedy stałam się tak obojętna na śmierć ? Nic nie zrobiłam, tylko pomogłam. Jestem potworem, obiecałam sobie że nie będę uczestniczyć w niczyim zabójstwie a teraz co ? ja i lana stałyśmy się seryjnymi zabójcami. Mimo że jej nie zamordowałam czuje się winna, mam jej krew na ręce w przenośni i dosłownie. Cała jestem nią umazana, czuję jak jej ciepło stygnie się na mojej poparzonej od słońca skórze.
-Coś zniszczyła ? Lub zabrała ? Miała broń ?-pyta.
-Nie ale przyniosła jeden plecak patrz-mówię.
Wysypujemy i znajdujemy w nim trzy martwe oskubane z piór perliczki więc szybko pieczemy dwie i zjadamy w ciszy. Dobrze przyglądam się teraz Lanie, ma lekko podkręcone końcówki włosów oczywiście hebanowych, ma duże zmysłowe usta, perliste białe zęby, piękne błędne oczy koloru nocy, co daje efekt słodkiej i niewinnej sarenki.
-Dziwne że miała tak mało rzeczy w swojej torbie. Może rozbiła obóz gdzieś w pobliżu ?-obawia się Lana.
-Wątpię, gdyby tak było to nie brała by żarcia ze sobą. Strasznie chce mi się spać, wiesz ja pierwszy raz się upiłam i wszystko trochę wiruje-wyznaje.
-Okej rozumiem-mówi.
Kładę się do śpiwora w podartym namiocie i rozmyślam nad wszystkim, nad Railem i tym, czy jego miłość była prawdziwa ? Jak szybko staliśmy się wrogami ? Rozmyślam też nad Telem który robił wszystko by przywrócić mnie do życia a później nie mógł na mnie patrzeć, o co mu wtedy chodziło ? Rozmyślam także nad moją rodziną która teraz pewnie siedzi przed telewizorem wylewając łzy modląc się bym dożyła następnego dnia. Uwalniam wszystkich z mojego serca jak ptaki z klatek, gdy kochasz najtrudniej jest pozwolić umrzeć tej miłości, bo ranisz nie tylko siebie ale i także najbliższych. Leże i leże i leże... Wciąż czekam na sen, który nie nadchodzi, więc daje za wygraną. Przyłączam się do siedzenia z Laną.
-Jak ty to robisz że wciąż nie śpisz ?-pytam.
-och, to oczywiste, piję kawę-mówi ale ja nie wiem co to jest bo w naszym dystrykcie nie widziałam takiej rzeczy.
-A co to ta kawa ?-pytam głupio.
-Taki ciepły trunek jak herbata, ale pobudza całe ciało, a najlepiej smakuje na arenie gdy wszyscy dookoła chcą twojej śmierci-mówi uśmiechając się.
To kolejna rzecz którą ukryła coś przede mną, ale nie przejmuje się tym bo gdy tylko dostaje od niej ten napój i wlewa się do mojego organizmu, przez całe ciało przechodzi niezwykły dreszcz pobudzenia. Lekko łupie mnie w głowie, co Lana określa mianem kaca, ale na szczęście nie chce mi się spać dzięki cudownej kawie z termosa. Razem sączymy spokojnie, w pełnej ciszy gdy nagle przyjaciółka zadaje mi pytanie.
-To co dziś będziemy robić dla zabicia czasu, kwiatuszku ?-pyta beztrosko z charakterystycznym uśmiechem
-Ty chcesz zabić czas ? A wiesz że tak naprawdę to on zabije ciebie, kwiatuszku-odpowiadam uśmiechając się jak ona.
"-Za przyjaźń i facetów idiotów którzy niszczą nam życie-mówi Lana popijając dalej trunek.
OdpowiedzUsuń-Za !-krzyczę biorąc butelkę od przyjaciółki"
Mój ulubiony fragment <3
Jaaa, u mnie akcja? To co dopiero u Cb! Kocham, kocham, kocham <3
I te "kwiatuszku"- trochę kojarzy mi się z moim "śliczna" :*
Jutro. Ma. Być. Następny. Rozumiesz? Inaczej nie żyjesz xD Osobiście wezmę pistolet i nie będę się wahać, tak jak Lily nie wahałaby się strzelić wtedy na egzekucji do Passmore'a xd
Czekam z niecierpliwością na kolejny :*
I weny, weny, weny ! <3
Dzięki :D Lepiej żebym napisał ten rozdział :3
OdpowiedzUsuńWeny życzę :) I jak coś to dołączę do Lily, strzeż się :D
OdpowiedzUsuńDzięki :D
UsuńAaaaaa <3 Strasznie mi się podoba rozdział :3
OdpowiedzUsuńLana jest super :3 Tak tak, jutro kolejny rozdział!
Ale tytuł to takie "O co może chodzić? Zaatakują je kolorowe kwiatuszki?" XD a jednak nie to :C
WENY!
Pozdrawiam
Nieoficjalna :3
:D świetnie że wam się podoba, a bałem się że będzie zbyt nudny ... :)
UsuńDupa. Napisałem wyczerpujący komentarz, a tu go nie ma ;-; Wybaczysz jeśli napiszę tylko ''Świetne?''. Nie cem znowu pisać komentarza na pół strony worda. ;-;
OdpowiedzUsuńJeśli się nie obrazisz - ŚWIETNY ROZDZIAŁ!
No właśnie bo ja czekam, czekam i czekam a tw kom się nie pokazuję. Już myślałem że zapomniałeś :3. No ale różne rzeczy się zdarzają :D więc rozumiem :)
UsuńPamiętasz, jak mówiłam, że rozdział ma być jutro? Nie ma, więc mam coś dla Ciebie z perspektywy Lily.
OdpowiedzUsuńOpowiadanie dla Snowa:
Patrzę w jego oczy; czy mogą kłamać? Wolałabym żyć w świecie gdzie wszystko jest prawdziwe; każda myśl, każde słowo, każda obietnica.
Ale jestem tutaj i nie waham się, nie tym razem.
4 litrery, 1 sylaba i setki zniszczonych światopoglądów.
S.
N.
O.
W.
Okłamał mnie.
Patrzę na pistolet, który leży na stoliku; jednocześnie boję się go i pragnę. Przyciąga mnie swoją mocą. Mocą, dzięki której mogę zabić.
Tylko ten raz, myślę. Tylko jedna zabita osoba. I jednocześnie AŻ jedna zabita osoba.
Wkładam naboje, choć moje ręce drżą. Dla mnie to wielokrotnie powtarzany gest, a dla niego wyrok śmierci. Mimo tego wciąż patrzy na mnie hardo; chce przyjąć śmierć z honorem.
A ja chyba mu na to pozwolę, bo walczył odważnie.
W przeciwieństwie do mnie.
A jednak to ja tutaj stoję, nie on z bronią w ręku. To ja go zabiję, nie on do mnie. Choć nie wiem, czy kiedykolwiek będzie chciał mnie zabić.
To.
On.
Oszukał.
-Przepraszam- szepczę ze smutkiem.- Nie chcę tego, ale to był twój wybór.
-Wiem- patrzy na łzę, która spływa po moim policzku.- Po prostu... Pamiętaj, że nie byłem tchórzem, dobrze?
-Okay- kiwam głową powstrzymując szloch.- Gotowy?
Kiwa głową.
Nie waham się. A w każdy razie nie chcę.
Przykładam broń do jego czoła i widzę, że jest gotowy na śmierć.
Więc strzelam.
Podczas huku zamykam oczy, jakbym chciała zapomnieć o tym, co przed chwilą zrobiłam.
To był jego wybór, ale i.... mój. Moja powinność.
Jego ciało osuwa się na podłogę, słyszę głuchy odgłos gdy uderza na posadzkę. Schylam się nad nim; upadł plecami do dołu, jednak nie wygląda jakby zasnął.
Czerwona dziura pośrodku czoła i nienaturalnie mocno otwarte oczy- na to teraz zwracam uwagę. Delikatnie zamykam mu powieki, to jedyne co mogę zrobić w tej chwili.
Odwracam się i już chcę wyjść, ale wiem, że jest jeszcze coś, co powinnam zrobić.
-Żegnaj- mówię do niego.- Przyjacielu.
;_; To było i straszne i świetne, nwm czy mam się bać czy schować pod biurko 0-0 Ale jeszcze dziś pojawi się niespodzianka na, którą wpadłem godzinę tamu :D mam nadzieję że przeżyję do jej opublikowania :O
OdpowiedzUsuńi wybacz że nie ma nowego ._. zerowa wena, ale w tym tygodniu będzie na 1000%.
I się bój i chowaj pod biurko xD U mnie na http://cena-ostatniego-piasku.blogspot.com/ nowy rozdział :*
UsuńJejku rozdział mega, amojego koma nie ma
OdpowiedzUsuńHahahh ale i się rymło
Nie no rozdział ci wyszedł, a ja zapraszam na nowy rozdział!
http://69-igrzyska-glodowe.blogspot.com/2014/07/rozdzia-9.html
Dzięki :* + już czytam :D
UsuńJuż czytam *_*
OdpowiedzUsuń