7/08/2014

ROZDZIAŁ 10 Istota

 A więc zacznijmy od tego że dopiero co wróciłem :D i znów niedługo jadę znów ale tym razem pod namioty więc gdzieś chyba za tydzień lub dwa znów zniknę :(. Ten rozdział gotowy był już dawno, ale trochę go zmieniłem i dodałem akcję :3, zauważyłem że mam dużo do nadrobienia na innych waszych blogach więc ja idę czytać do was a wy czytajcie u mnie :D.





                                                        Rozdział 10
-Poco ją ciągamy ? To już i tak nic nie da ! Ona niema szans na przeżycie, a z resztą trwają igrzyska, o jednego wroga mniej-mówi ktoś.
 -Wcale nie ! Nie rozumiesz tego, ja czuję że przeżyje i ... jeszcze ją kocham-brzmi męski głos.
-Ale co mnie to obchodzi ? Miała dwa ataki w ciągu godziny, nie mam siły już dalej jej ciągnąć- ktoś znów się odzywa lecz jestem zbyt słaba by spojrzeć kto.
-Posłuchajcie mnie, j-niespodziewanie przerywa i biegnie w moim kierunku, chyba już wie że wróciłam.
 Podnosi mnie na swoje kolana, głaszcze mnie, wie że boli mnie całe ciało ale jego głos mnie jest jak woda na pustyni, chyba go kocham. Rail też jest, był dla mnie ważny, nie wiem co o tym myśleć więc daje się ponieść uczuciom. Całuję piach na jego wargach. Tym razem jest inaczej niż z Railem, od Tela bił niezwykły spokój, poczucie bezpieczeństwa, a jego brunatne oczy przekazywały mi obietnice lepszego życia. Bez igrzysk. Bez zła. Bez śmierci.
 Wiem że to niemożliwe, ale odpływam w dal rozkoszy, ciesząc się że dowiedziałam się o tym że mogę jeszcze komuś zaufać.
 Ale ta chwila ukojenia mija zbyt szybko by się nią nacieszyć. Wracają Lana z Marylin. Stop, Lana ? Co ona tu robi ? Na pewno będzie z nią dużo problemów. Dopiero teraz rozglądam się po okolicy, jesteśmy chyba na małej dróżce z ziemi a wokół jest wysoka złowroga kukurydza. Jak na razie arena wydaje się pusta, tylko róg, tunele podziemne, rośliny, brak zwierząt, droga i to tyle ? Coś mi tu nie gra.
 -Widzieliście coś jeszcze oprócz kukurydzy ?-pytam podnosząc się.
-Spory ciemny bór naprawo od rogu obfitości chyba z jakiś sto metrów od niego , A gdzieś kilometr w tył jest ogromne drzewo otoczone małą polanką.-mówi Lana zadyszanym głosem.
-A woda ? Widzieliście ją gdzieś ?-pytam.
-Nie, wszędzie tylko te jebane badyle i piach-oznajmia wulgarnie Lana uderzając dłonią o rośliny.
 Robię chwile przerwy w rozmowie żeby przemyśleć co się dzieje.
-Coś mi tu nie gra, taka słaba arena, muszą być niezłe dodatki.-znów się odzywam.
-A co się stało po tym jak-widzę szaleńczy wzrok Tela więc wole nie mówić o mojej śmierci.-No sami wiecie.
-Mówiliśmy o tym jeszcze w poduszkowcu gdy lecieliśmy. I tak samo zrobiliśmy, gdy zabrzmiał gong wszyscy zgodnie jednym z tuneli pobiegliśmy po bronie i prowiant. Zawodowcy nas zaskoczyli, Chwiecko walnęła Marylin maczugą ale mi udało zabić Adama jednym celnym machnięciem miecza, głupi grubas. Tam na dole było dziwnie, to jedna wielka naturalnie wyglądająca jaskinia, miała dużo tunelów w głąb ziemi ale my tam nie schodziliśmy, wbiegliśmy szybko do stosu różności, chwyciliśmy z cztery plecaki, sieć, topór dla ciebiue-uśmiecha się Lana.-Kilka noży, i jakieś elektroniczne urządzenie z drucikami. Całkiem nieźle co ?
-Ile naliczyliście wystrzałów-znów pytam bojąc się liczby zmarłych dzieci.
-Razem z twoim chyba trzynaście, krew lała się dookoła. Byliśmy przerażeni, ale Lana na szczęście nas wyprowadziła. I gdy wybiegliśmy zauważyliśmy Raila, ciebie i Florence. Rail starał się rzucić nożem w Flo ale się nie udało, no i później tylko twoje martwe ciało, ale na szczęście ożyło-mówi swoim głupawo podekscytowanym głosem Marylin.
-No właśnie, próbowaliście mnie odratować?-pytam.
-Dziękuj Telowi to on od razu kazał was osłaniać i zaczął reanimację, swoją koszulą zatamował krwawienie z twojego brzucha. Na szczęście rozcięcie po nożu kucharskim nie było aż tak duże by cię zostawić więc Tel podpiął cię do kabelków i bum parę głośnych elektrowstrząsów po czym wyczuł puls. Więc szybko lana zabiła trybuta z 8 bo biegł na nas z maczetą, w tym czasie jego sojuszniczka uciekła przed nami w kukurydzę.My także zniknęliśmy w roślinności, idąc tropem dziewczyny. Jesteśmy jakieś trzy kilometry od rogu ale w ciąż kierujemy się do przodu, jak najdalej od zawodowców-znów mówi Marylin
-Możesz wstać ?- pyta Lana
-Tak ruszajmy-mówię a gdy wstaję na równe nogi czuję przypływ sił ironiczny do mojej sytuacji.
 Idąc tak dowiaduje się o zawartości naszych plecaków, to głównie jedzenie, mięso parę pustych butelek, dwie fiolki jodyny, gąbka, marchewki i ser oraz jakieś lekarstwo. Są jeszcze dwa plecaki o nieznanej prze zemnie zawartości.
 Idziemy wciąż drogą, piach otula nasze płuca, jesteśmy poparzeni od słońca i spoceni. Cała drużyna odczuwa duże pragnienie oczywiście oprócz mnie. Dobrze że wcześniej  tym pomyślałam i wypiłam tyle wody lie mogłam, a kapelusze przydają się bezbłędnie chroniąc nas przed słońcem natomiast stroje troszczę wychładzają nasze posklejane ciała.
 Cały dzień idziemy licząc że znajdziemy azyl na arenie co jest rzeczą niedorzeczną. Cały czas to samo, piach na drodze, kukurydziane ściany, pragnienie, słońce i tylko to wszystko przerywa huk armatni oznajmiający śmierć jednego z trybutów. Chyba umarła połowa z nas, tego dnia, to sporo, ale gorzej będzie jeśli zechcą spuścić na nas parę niespodzianek.
 Pomarańczowe słońce chyli się nad różowym niebem obniżając temperaturę lecz wciąż gorąc jest nie do wytrzymania. Coraz bardziej się ściemnia, a my nie znaleźliśmy ani wody ani żywego zwierzęcia. Nagle dochodzimy do końca drogi, i naszym oczom ukazuje się pomalowana na czerwono szopa, obok wielki baniak pewnie pusty, po drugim boku stary budynek mieszkalny, a z tłu zagrody na zwierzęta.Każdy z naszych sojuszników zrozumiał co to za miejsce. Znaleźliśmy Farmę.
 -Lepiej tam nie idźmy !-mówię.
 -Posłuchaj, będąc tu jesteśmy otwarci na ataki wszystkiego z zewnątrz, nie zapowiada się dobrze brak fauny, tam możemy chociaż się bronić-oznajmia Tel.
 -Dobra, może lepiej chodźmy zanim mrok przysłoni nam wzrok-mówi chichocząc Lana.
 Gdy wchodzimy przez zapleśniałe stare drzwi domu mieszkalnego, zauważam na drewnie grzyba ale to nie kamienny czyli jest jadalny. Pierwszy dobry znak, ale wcale aż tak dobrze się nie zapowiada bo podłoga cała skrzypi a wszystkie meble porośnięte są roślinnością.
 -Możemy zjeść grzyba, nie jest trujący.
 W salonie panuje dziwny chłód, dookoła spróchniałe deski łamią się pod naszym ciężarem, kuchnia jest mała ale bardziej śmierdząca niż inne części domu które zwiedziliśmy. Łazienka jest spora, a dużo przedmiotów w niej jest porośniętych grzybem i paprociami i wszystko sprawia efekt spokojnego miejsca nieżądnego krwi lecz miejsca gdzie mieszkają magiczne stwory rodem z bajek o elfach.
 -Jest jeszcze góra, strych, stajnia, chlew, szopa i piwnica. Podzielmy się na dwie drużyny. Ja pójdę z Marylin obczaić górę a wy dziewczynki przeszukacie piwnice-oznajmia Tel.
 -Dobrze profesorze-mówi Lana.
 To jasne, unika mnie, i to właśnie mnie najbardziej rani. Ale ja dziś umarłam ! Chyba zasłużyłam na chwilę spokoju.
 Wychodzimy na zewnątrz bo tam znajduje się wejście do piwnicy. Strach miesza się z łupaniem w głowie które wciąż odczuwam. Na dworze jest już niewiarygodnie ciemno,gdyby nie księżyc nic bym nie widziała. Kiedy już  stoimy przy wejściu okrytym dwoma wielkimi płachtami, ciemność rozbija hymn panem i nagle pojawiają się twarze trybutów, od czasu do czasu Lana śmieje się a ja wiem że to ona ich zabiła. Łącznie zginęło trzynaście trybutów, Adam trybut z jedynki, Dziewczyna z trójki, cała czwórka, chłopak z piątki,  , cała ósemka, oboje z dziewiątki, oboje z jedenastki i oboje z dwunastki. Cała trzynasta już nie żyją została, zostało nas jedenastka, Chwiecko, Crasch, Lana, Tel, Merlin, Hank i partnerka z jego dystryktu, Rail, ja, Florence i Trawis.
 Piwnica śmierdzi stęchlizną, nic nie widać poza strefą którą oświetla księżyc. Nagle z tyłu coś łomocze i mrok przebija różowe światło bijące z fluorescera. Oświetla on buzię Lany, a ja zastanawiam się czy mogę jej zaufać. Nie mam wyboru więc idę wprost ciemnej otchłani. Lana daje mi drugi fluorescektor , po czym idę dalej.
 Teraz przy większej widoczności to miejsce mnie przeraża. Na środku obszernej piwnicy, jest stół z piłą mechaniczną, dostrzegam rękę lany wystawioną w kierunku broni. Po bokach ustanowione są różnego rodzaju sprzęty ogrodowe, zaczynając od. Grabi a kończąc na obszernych nożycach ogrodowych.
Rozglądając się tak po obszernym pokoju tonącym w brudzie zauważam coś szkarłatnego parę cali ode mnie na podłodze. To krew. Strużki zakrzepłej cieczy prowadzą w prost do drzwi ukrytych, wręcz niewidocznych dla oka w ciemności. Mówię o tym lanie i zgodnie dzierżawić broń podążamy na przód otwierając przejście.
 Smród rozkładu we wczesnym stadium panuje w tym miejscu.
  Fluorescektory niespodziewanie zaczynają gasnąć a ja przeczuwam zagrożenie gdy coś przebiega koło mojej łydki. Na szczęście Lana po omacku odnajduje latarkę. Krew zastyga mi w żyłach. Pot leje się stróżkami z mojego ciała. To niesamowite, od początku igrzysk nawet nie minęła doba co w tym czasie ja wraz z trzynaściorgiem innych trybutów zginęliśmy, ten dzień jest wyczerpujący stresujący przerażający i nieludzki.
 Lana powoli wyciąga latarkę którą wyciągnęła ze swojego plecaka, a ja żałuje że to zrobiła. Naszym oczom ukazuje się scena rodem z horroru, co przeraża mnie nawet jak na igrzyska to za dużo. Dookoła ściany umazane były krwią, a na podłodze gdzieniegdzie leżały ludzkie wnętrzności. W rogu pustego pokoju stoi mały stoliczek, odważam się do niego podejść a w tedy nagle odskakuje do tyłu
-O kurwa ! Lana nawet tam nie podchodź, wolisz tego nie widzieć-mówię przerażona.
 Ale i tak podeszła a jej istocie ukazał się identyczny widok co mi czyli głowa trybutki z ósmego dystryktu. Krew zakrzepła jej już a twarz ułożyła się w dziwny grymas przerażenia. To był cios, wiedziałam że Kapitolczycy zdolni są do mordowania dzieci ale żeby zrobić coś tak ohydnego ! Nie miała więcej niż czternaście lat. Oni wszyscy są bezlitośni. Jej śmierć musiała być straszna, cierpiała a coś tu ją zabiło, hmm nie to złe słowo raczej rozwaliło. Ciekawe jak zapakują jej ciało do trumny.
 Nagle ogromny strach trzęsie mną tak przenikliwy jak panujący tu chłód, spoglądam na lane, nawet w jej oczach dostrzegam przerażenie. Obie słyszymy jak ktoś otwiera wejście do piwnicy,może to Tel i Marylin , proszę.
 Ale moje prośby spełzły na niczym bo słyszymy kroki jednej dużej istoty, to zmiech na pewno. Lana poprawia piłę, a ja szykuje rękojeść siekiery i obie szykujemy się na atak. Nagle latarka gaśnie, nie wiem czy to ona ją zgasza czy baterie się skończyły ale stoimy w milczeniu, śmierdząc potem i kipiąc strachem, jak w tedy gdy wjeżdżaliśmy na arenę.
 Nagle kroki cichną, słyszę przytłumione piszczenie szczurów na parterze nagle staję przed rozdzierającą i przerażającą sytuacją. Na karku czuję lodowaty powiew przeznaczenia i coś jeszcze, to chyba tak to czyjś oddech, cuchnący mięsem i stęchlizną. Już po nas ! Nie mam szans, to stoi tuż za nami i nagle pokój wypełnia fala światła.
 Ta istota włączyła pstryczkiem światło, nawet nie wiedziałam że w tym miejscu jest prąd, ale to mnie nie obchodzi bo właśnie w tedy czuję że to już chyba koniec, sytuacja bez wyjścia więc postanawiam się obrócić i spojrzeć temu prosto w twarz czy co to tam ma.
 Ma dwa metry, cały łysy pokryty chyba cienką skórą. nie dostrzegam oczu na jego gładkolicej czaszce za to są na niej dwie szpary imitujące nostrza, nienaturalnie wykrzywiona buzia która ma dużo ostrych zębów i dostrzegam jeszcze ogromnie długie palce u rąk zakończone szpikulcami na których zakrzepła krew, a na samych dłoniach od wewnętrznej strony znajdują się oczy, wielkie piwne. Stwór przeraża mnie, jest taki człowieczy a jednak miota nim instynkt wbudowany mu przez Kapitol, istnieje tylko po to by zabijać. Wtedy nagle ku mojej zgrozie rzuca się na mnie powalając mnie na Ziemię. Lana odpala Piłę z zamiarem odcięcia temu głowy ale gdy tylko ostrze dotyka skóry bestii, broń rozlatuje się na kawałki. Wtedy już wiem że jedynym sposobem jest ucieczka, dla mnie niema już ratunku ale może inni zdołają przeżyć.
 -Uciekajcie!-krzyczę po czym słyszę już tylko kroki piętro wyżej, nagle rozlega się wybuch i farma staje w płomieniach.

Istota 


19 komentarzy:

  1. Oooo Dżoana i nowy chłopak xd Nwm czemu, ale jesteś chłopakiem, więc trudno mi sobie wyobrazić jak piszesz romantyczne sceny ;3 Wielki podziw dla Ciebie :* Ogólnie rozdział bardzo mi się podoba, od pierwszego rozdziału do teraz twój styl podniósł się tak, że w tej chwili jest baaaardzo dobry :*
    Życzę Ci dużo weny <3 Kc, Kc, Kc <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem XD ale pomoc siory w takich scenach też jest nieopisana :D no ale zazwyczaj sam pisze takie sceny, w sumie to bardzo dziwne :0 ale mam nadzieję że dobrze mi to wychodzi :D.

      Usuń
    2. Ej Snole (jakkolwiek to się odmienia) mój <3 Jak chcesz to u mnie nowy rozdział ;3

      Usuń
    3. już czytam *_*

      Usuń
  2. Anonimowy7/08/2014

    Woooo. Tego się nie spodziewałam. Ale muszę przyznać, że na gifie ta Istota wygląda całkiem fajnie. Jednak wolałabym jej nigdy nie spotkać XD
    Rozdział mi się podoba, ale brakowało kilka przecinków, co trochę przeszkadza w czytaniu ;/ Błędy interpunkcyjne nadrabiasz fabułą :3 jest taaka wciągająca. Tak w ogóle to masz ułożoną historię całą, czy wymyślasz na bieżąco? XD Ale cokolwiek robisz z akcją t super ci t wychodzi :3
    Z niecierpliwością czekam na następny rozdział i życzę weny :3
    Pozdrawiam
    Nieoficjalna :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wiem :0 dużo błędów, większą wagę przekładam na treść i fabułę . A historię to różnie :| na początku miałem jedną ale później się zmieniła i wg długa historia no i teraz w większości improwizuje ale najważniejsze przyszłe sceny mam już dawno rozpoznawane :3

      Usuń
  3. Istota to jakiś dziwoląg! xD Co do tych romantyzmów to ja nie umiem tego pisać, skoro mówisz, że w większości tworzysz to Ty, to spoko. Rozdział jest fajny, szczególnie opisy Lany, którą uwielbiam. Mimo, że jest w sojuszu z słabszymi trybutami pozostał w niej podły charakterek zawodowca, wredny, chytry uśmieszek na twarzy. Twoje opowiadanie jest lepsze od mojego szczerze Ci powiem xD Papa, weny, pozdrawiam, ja, idę pisać WRESZCIE rozdział na Ćwierćwiecze i Glimmer.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moją siora ma siedem no prawie osiem lat ale to zawsze wzgląd na kobiecą psychikę i pomoc ogromną. A ty się mi tu nie łam bo twoje opowiadanie jest 100% lepsze od mojego, ale jeśli to wszystko przez tą ocenę na ostrzu krytyka to nie martw się :D Zobaczysz jak mnie tam pojadą za adres i wg, grunt że my wiemy o twoim blogu że jest świetny :3.

      Usuń
    2. Haha XD Oni każdego jadą xD Musiałem zmienić nazwę na mojego bloga! Ale teraz błędy poprawiam XD Skąd te pwność, że Ciebie pojadą?xD

      Usuń
    3. Tyyyyle błędów i ten komiczny adres XD ._. mam nadzieję że choć 2 będzie :0

      Usuń
    4. No adres jest... Nie wiem XD Jesteś u nich na 3 miejscu, zobaczymy jak Ciebie oceni xD

      Usuń
    5. Już się boje :O

      Usuń
  4. Och bardzo mi się podoba! Pisz dalej :D

    OdpowiedzUsuń
  5. GRATULACJE!
    Zostałeś nominowany do Libster Awards!
    Więcej informacji znajdziesz na: http://aint-it-fun-live-in-the-real-world.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaaa *_* bardzo dziękuję ale czytając ten post na tw blogu nie natrafiłem na link swojego bloga więc nwm czy może przypadkiem nie napisałaś do mnie myśląc o innej osobie. Czekam na wyjaśnienie tej enigmy :D pozdrawiam.

      Usuń
    2. Tak pomyliły mi się linki :p Już poprawiłam :)

      Usuń
  6. Hmm... Dobre, ale... rly? Nowy chłopak? Niech tam ci będzie, ale mam mieszane uczucia, jakoś niezbyt mi to pasuje :/
    I nowy, nudny, beznadziejny rozdział u mnie :D
    lisie-serce.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń